Archiwum kategorii 'życie'

Miłość

Dzisiaj będzie cytowanie. Wybór cytatów na temat. Każdy z nich będzie poprzedzony moim komentarzem – kolejność jest przypadkowa. Zapraszam ;-)

Ten można by zadedykować większości kleru (oraz innych, którzy mają podobne poglądy), który wielce negatywnie nastawia się powszechnie wobec pewnych haseł głoszonych przez Jurka Owsiaka.

“Kochaj i rób co chcesz

- św. Augustyn

Kolejny cytat jest dla mnie otuchą – bo widzę, że i w antyku byli ludzie, którzy podzielali moje poglądy – a to oznacza, że nie jestem, jak mi to wmawiają, efektem zepsucia naszych czasów. Ja bym wnioskował stąd, że świat wcale nie upada – jedynie eksplozje tego co najlepsze są następnie tłumione – ciekawe, czy po panującej obecnie rewolucji seksualnej możemy się spodziewać jeszcze większej dawki purytanizmu potem?

“Kto kocha, niechże zdrów będzie. Niech zdechnie, kto kochać nie umie. Po dwakroć niechaj zdechnie, ktokolwiek kochać zabrania”

- napis na murze w starożytnym Rzymie

Następny z kolei cytat, jest właściwie kwintesencją mojej religijności i wiary. To jest to, w co warto według mnie wierzyć. Nie w mury i instytucje, które zwąc się nieomylnymi popełniają najbardziej ludzki z grzechów. Wiary i tego co w niej najważniejsze, należy szukać w drugim człowieku, w tym, co jest ludzkie aż do szpiku kości. Boga znaleźć można tylko w drugim człowieku.

“Bóg jest zawsze w pobliżu ludzi okazujących sobie miłość.”

- Johann Heinrich Pestalozzi

O tych zawartych w kolejnych cytatach, już kiedyś pisałem, choć było to dość dawno. Ale warto odświeżyć – ta kwestia zawsze jest istotna i zawsze warto o niej pamiętać. Oczywiście – nie daję sobie monopolu na prawdę i rację. Nie twierdzę, że tylko moje twierdzenia i moja ścieżka są słuszne. A właściwie, to tak – twierdzę, ale są one słuszne dla mnie. A inni? Każdy powinien znaleźć swoją ścieżkę – ja mogę dać jedynie parę rad, co u mnie się udało, a co nie. Czy u innych podziała tak samo – nie wiem.

“Największą rozkoszą nie jest sam seks, ale pasja, która mu towarzyszy. Wtedy seks tylko uzupełnia taniec miłości, lecz nigdy nie jest istotą sprawy.”

- Paulo Coelho, Jedenaście minut

“Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie wstrzemięźliwości.”

- Rémy de Gourmont

Człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety.”

- Carlos Ruiz Zafón

No i teraz trzeba przejść do definicji miłości, o której tyle wszak już powiedzieliśmy. Chyba najściślej i najdokładniej jak tylko można, opisana została w poniższym cytacie. Tak mi się przynajmniej wydaje.

“Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki.”

- Andrzej Sapkowski, Czas Pogardy

I tak na koniec, żeby podeprzeć wiarę mojej ukochanej, która niekiedy całkowicie niepotrzebnie, ale i w pełni kobieco, wątpi w niewątpliwe zalety swojej urody, zacytuję klasyka nad klasykami…

“Cały świat i wszystko na nim jest piękne, ale najpiękniejsza jest kochająca kobieta.”

- Mahomet

Pewne zmiany

Ostatnio w moim życiu zaszły pewne zmiany, o różnym stopniu ważności. Chwilowo, od dziś, zmieniło się to, że przeinstalowałem system, przy okazji przerzucając się na nową przeglądarkę – Safari. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale jak na razie, ten wynalazek przeznaczony na MacOs całkiem dobrze sprawdza się na moim Windows XP MC. Znalazłem już co prawda pierwsze mankamenty (nie łamie linii kiedy piszę tę notkę), ale cóż…

Inne zmiany są takie, że będę, a właściwie już usiłuję się odchudzać, czego efekty zobaczymy… albo nie. Ale będę optymistą. Generalnie aż tak bardzo z nadwagi niezadowolony nie jestem – wolę to od innych nałogów, ale Pani każe, sługa musi ;-) 

 Z innych spraw, to sesja jak na razie wychodzi średnio. Filozofia – 4, Prawo – 2 (poprawka w marcu), Najnowsza Historia Polityczna – jeszcze nie wiem, Nauka o Państwie i Polityce – w środę. Zobaczymy jak to wszystko będzie, natomiast pojutrze będzie zmierzenie się z Przastkiem – muszę zaliczyć 3 dyżury na jednym. Przy zapewne masie konkurentów do dostępu do pokoju, więc będzie problem… 

  … ale jeszcze nie było takich kłopotów z jakich bym się nie wydostał.I tym optymistycznym akcentem zakończę ;-) 

A po chuj…?

… nam Wojsko Polskie?

Owszem. Wygląda ładnie, fajni lata, strzela, bum bum i tak dalej.

I to cały z niego pożytek. Bo poza tym chla, strzela do Afganów i Irakijczyków. I kosztuje całe nasze społeczeństwo w ch.

Nie ma sensu udawać, że jest potrzebne. W obecnej sytuacji międzynarodowej, wojna w krajach cywilizowanych jest mrzonką. Nawet Białoruś za miedzą, kiedy chce nam podkręcić ceny na gazie, to dostaje kopniaka od Rosji. Bo nikomu nie zależy na konfliktach, szczególnie zbrojnych. Na nich można stracić, nie zyskać.

Polska co prawda znajduje się na wschodnim krańcu Europy, jednak Ci na wschód nie są zagrożeniem, choć wielu mogłoby tak postrzegać Rosję. Im też zależy na handlu, na pokoju. Tym bardziej, że Polska, było nie było, jest członkiem NATO i UE, a to jednak daje pewne bezpieczeństwo.

Dlatego też wojsko jest zbędne. Bo kosztuje, nie tylko pieniądze (które mogły by iść na zbożny cel ratowania Polskiej gospodarki), ale i życie i zdrowie ludzi (bez wojska Polacy nie ginęli by gdzieś w Iraku i Afganistanie, ba, ostatni powód do żałoby też by nie zaistniał…), w tym psychiczne – bo to co wojsko robi z poborowymi, jest dokładnie zbadane i znane.

Jedyny argument za wojskiem, jaki jest w miarę sensowny, jest tworzenie miejsc pracy. Ale za te pieniądze, państwo mogło by stworzyć o wiele więcej miejsc pracy w innych, bardziej pożytecznych dla reszty społeczeństwa branżach. Istnieją tysiące różnych sposobów wydania tych pieniędzy, które idą na żołd, sprzęt, części, amunicję, paliwo, transport, aprowizjację, utrzymanie i hgw co jeszcze. Choćby na te pielęgniarki i lekarzy…

English subjects of the blog posts are shpaner’s?

Hej, tym razem coś ode mnie. Będzie po trochu o wszystkim.

Numero uno, żałoba. Powiedziałbym że to absurd, gdybym nie wiedział, że to norma. Powiedziałbym, że absurdem jest medialna nagonka, gdyby to nie była oczywistość. Niekoniecznie oczywista, ale jednak.

Duet – studia. Zaliczone większość rzeczy, w przyszłym tygodniu egzaminy dwa, potem jeszcze jeden. Tyle.

Trio.  Generalnie życie jest nadal tak piękne jak zawsze, i to bynajmniej nie dlatego żeby mi się jakoś specjalnie powodziło (info dla depresyjniaków co pomyśleli “temu to dobrze”), tylko dlatego, ze taki jest jego parszywy, ale zawsze, charakter.

I na tym zakończę, bo jeżeli przestaję pisać i zastanawiam się co pisać dalej, to  wiem że potem będzie nudno.

Reakszyn

Reakcje na wybór prozy z “Brulionu”

Wybór tendencyjny, tako i wiersz.

Drogi Brulionie i brulioniści,

Ja rozumiem.

że obsceniczność,

że krew, mocz i sperma,

że oko trupa w odbycie kobiety,

że markiz de Sade,

że prostytucja,

że antysemityzm,

że Ezra Pound i Himmler,

że antyreligia i katolicyzm,

że przemiana,

że postęp,

że na nowo,

ja to wszystko rozumiem,

nudni jesteście.

Wiersz powstał już jakiś czas temu, kiedy spędziłem wieczór na czytaniu tekstów właśnie z Brulionu…

Masta…ba.

Chciałem wyjść.

Coś mnie powstrzymało.

To pewnie te zamknięte drzwi.

Potem coś uderzyło mnie w głowę,

odwróciłem się, okazało się że to podłoga.

“New Romantic” – Recenzja

Tak. Będę krytykiem powieści (“nie zbioru opowiadań!”, jak to kategorycznie stwierdzono przed spotkaniem premierowym) mojego kolegi, znaczy się Michała Zygmunta. Postać nietuzinkowa, to na pewno można o nim powiedzieć, a nie oddaje to nawet procentu tego co trzeba by o nim powiedzieć. Postać niejednorodna, wielokrotnie zmieniała ona swój styl i poglądy – zaliczone subkultury to m.in. metal, depeszowiec i skinhead (były członek Młodzieży Wszechpolskiej i dla równowagi Zielonych) – przynajmniej on tak twierdzi. Ledwo niedoszły Prezydent Miasta Wrocławia z ramienia KW “Gwiazdy we Włosach”. Zdecydowanie niekwestionowany autorytet moralny.

No ale, będąc niezależnym, profesjonalnym i stuprocentowo obiektywnym krytykiem mogę zapewnić, że moja osobista znajomość z tym delikwentem, którego umownie nazwiemy Michasiem, nie ma i nie będzie mieć żadnego wpływu na rzeczową i bezkompromisową krytykę tego nędznego dziełka, które śmie się zwać “powieścią”, nie zasługując nawet na epitet “książka trzeciej kategorii” czy “piąta woda po kisielu dla romansideł Harleqina”, pfy.

To powyżej to oczywiście moja propaganda. Jeżeli chodzi o propagandę promującą, to trzeba przyznać, że jest całkiem nieźle przygotowana. “Zakazana literatura IV RP”, “Pierwsza Polska powieść antykaczyńska”, “powieść wykształciuchów” krzyczą blurby na okładkach książki. Premiera, która odbyła się w REDakcji Krytyki Politycznej była dość mocnym wejściem, głównie za sprawą gości – towarzysza posła Gadzinowskiego i (spóźnionego) Waldemara “Majora” Frydrycha. Po spotkaniu zasłyszałem rozmowę między organizatorami, że akcja “z osobami kontrowersyjnymi” wypaliła. Co prawda nacisk dyskusji padał na aspekt stricte polityczny, albo (w trakcie rozmowy z prowadzącym autora) na bardzo specjalistyczny – ani autor , ani część widowni (mówię za siebie) nie zrozumieliśmy 90% terminów, zapewne polonistyczno-literaturoznawczych, użytych przez prowadzącego, co jednak nie przeszkodziło w prowadzeniu bardzo interesującej dyskusji polityczno światopoglądowej. Było o Frakcji Czerwonej Armii, o tym że Michał Zygmunt nie jest pseudonimem, co zaskoczyło tow. Gadzinowskiego, o pośle Iwińskim (zgryźliwa konwersacja Frydrycha i tow. Gadzinowskiego), a zakończyło się oglądaniem przez część uczestników meczu Polska-Kazachstan lub dyskusją nt. polskiej literatury czy czegoś tam – reszta uczestników w kuchni. Autor był z nami rzecz jasna. Pieklił się, jak te jupitery wyłączyli.

Wracając z Krytyki dzierżyłem już pod pachą własny egzemplarz “New Romantic”, z osobistą odautorską dedykacją “Towarzyszowi Radzieckie-mu w uznaniu zasług”. Zresztą przeczytałem podczas meczu ponad połowę, reszta musiała tydzień mniej więcej poczekać, aż znalazłem czas.

Tak więc, jest to typowe political fiction. Polityczne (i fikcyjne, rzecz jasna) są dwa z trzech opowiadań, a to trzecie (którym zajmę się na końcu), też jakieś tam podłoże polityczne ma. Pierwsze opowiadanie, tytułowe, jest historią morderstw. Oczywiście fabuły nie zdradzę (ha, ha!), ale przyznam, że świat wykreowany przez Michała Zygmunta wciąga. Przełyka się go gładko, ma charakter, bo ja wiem, reportażu z Wysokich Obcasów, szczególnie w przypadku opisów postaci. Człowiek zapomina, że jest to political-fiction.

Nie jestem osobnikiem bardzo oczytanym, zapewne więc wiele aspektów postrzegania tej książki, wiele nawiązań i pastiszów nie dostrzegłem. Nie można jednak przeoczyć chociażby skopiowanych niemal słowo w słowo opisów morderstwa Kaczyńskiego(=JFK) czy rewolty przy pubie Angel (= Christopher Street). Rzecz jasne nie mówię, że książka jest zbudowana z innych rzeczy. Wydaje mi się raczej, że Zygmunt wskazuje na to, że niektóre zjawiska są powtarzalne, wręcz łudząco podobne, co upraszcza do zwykłego historycznego ctrl+c, ctrl+v.

Druga część mówi o przyszłej Polsce. O ile w pierwszej bojówki socjalistyczno-anarchistyczno-gejowskie organizują zamachy, to tu jest Polska, gdzie wsadzanie gejów do obozów koncentracyjnych doprowadza do rewolucji, a następnie do takich wydarzeń, że nawet obecna Młodzież Wszechpolska nie ma takich koszmarów. Premier jako męczennik. Fragmenty materiałów szkolnych z 2034 roku. Wypis z przyszłej wikipedii. Ta część jest stworzona po części w formie bieżącego reportażu dziennikarskiego, po części w formie reportażu historycznego. Bohater jest właściwie obserwatorem, jako dziennikarz zagraniczny, tak więc czytelnik nie utożsamia się z nim bardzo, tym bardziej, że w trakcie pojawiają się inni.

Sam autor powiedział, że jest to w pewnym rozumieniu powieść popularna. Powieść, którą może przełknąć większość społeczeństwa, nie tylko pseudoelity łżeinteligenckich wykształciuchów. Powieść polityczna, pisana przez lewaka. Atakująca prawicę i atakująca lewicę. Może i nawet bardziej niż prawicę. Zygmunt, jak pisze Łukasz Andrzejewski w przedmowie, jest niepoprawnym romantykiem, sam wybiera Westerplatte. Jego postacie są idealistyczne. Misu, bohater pierwszej części może być mylony z autorem – wszak nosi to samo imię, a co ważniejsze, ten sam nick, co obecnie częściej jest poszlaką do utożsamiania niż to samo imię czy nawet (!) nazwisko. Misu nie jest co prawda Zygmuntem, ale idealizm mają wspólny.

Tym na co chciałbym zwrócić szczególną uwagę, jest trzecia część, jak to ujął poseł Gadzinowski, “truptyku, bo trup ściele się tu gęsto”. Zatytułowana mrocznie, tzn. “Strach”. Jest to zdecydowanie najmniej, (a może właśnie przez to najbardziej?) polityczna część. Nie padają tu raczej nazwiska polityków, ba, cały świat zewnętrzny jakby znika. Scena zamyka się do niewielkiego światka szkolno-podwórkowego dorastającego chłopaka, jego wrogów i przyjaciół. Jest wręcz psychologiczna. O fabule tej części opowiem najmniej, bo uważam, że jej zasługuje na najwyższą uwagę każdego i u każdego na świeże podejście. Naprawdę warto ją wchłonąć w siebie. Mówi o naszym świecie wiele, może nawet więcej niż dwie poprzednie części.

Cóż, jak mogę podsumować tę całkowicie niespójną i chaotyczną recenzję?. Nietrudno domyślić się czytelnikowi, że książkę gorąco polecam. Dlaczego nie piszę o jej wadach? Być może jakieś są, ale ja zawsze byłem zdania, że jeżeli książka wciąga i podoba się, to czy warto na siłę szukać luk w stylu, w okładce czy cholera wie w czym? Porządny kawałek, a wręcz mokry, ociekający krwią, potem i w niewielkim stopniu także spermą kawał dobrej literatury. Naprawdę gorąco polecam, literacki nobel dla Zygmunta powinien być postulatem każdej partii startującej w wyborach!

Bo tak…

…by wypadało (chyba?) coś napisać.

Na pewno chyba to jestem chory, a może tylko zmęczony, w końcu środa.

Chciałem coś napisać nt. Przastka, ale z tego zrezygnuję.

Niewiele mi poza tym zostaje. Na głośniku cały czas to samo, od dni paru (? nawet nie pamiętam) . Ciekawi? Tutaj.

Szkoda mi wysiłku i czasu na pisanie o polityce. Realnej. Nadal nie wiem na kogo zagłosuję. Cholera, decyzja pod presją urnową będzie. No cóż. Zobaczymy. Może za bardzo się przejmuję?

Co do polityki wirtualnej, jest lepiej. Wygrałem debatę wyborczą z Magovem, ale on ma żelazny elektorat partyjny, a ja ludzi których mam nadzieję przekonać, że faktycznie jestem lepszy. No cóż, zobaczymy, jak to starcie się skończy.

Wybaczcie taki smętny ton, ale <patrz akapit 2>.

//EDIT: O, zauważyłem, że tagi mi się powtarzają. V-świat i mikronacje. Jutro zdecyduję które usunąć. Teraz pić i spać.

Niedziela

I jak zwykle w koło macieju to samo w niedzielę się dzieje. Czyli nic.

Lepiej będzie jutro – wykład, potem do BUWu przeczytać to co zadane do Przastka i Zięby (co prawda na środę, ale i tak nie mam co robić przez dwie godziny pomiędzy wykładem a francuskim), a potem lektorat. Nuudy.

Człowiek się męczy nawet odpoczywaniem, to niezwykłe, prawda?

Do boju!

Skąd ten bojowy nastrój w tytule? A jakoś tak. Z obowiązku.

Ćwiczenia z Socjologii rulez. Towarzysz magister Tomasz Godlewski jest jak na razie najbardziej przystępnym i pozytywnym pracownikiem Uniwersytetu z jakim się spotkałem. To Ci dopiero będzie, jak będę wolał socjologię od HPPXXw. No ale nic.

Kampania tu, kampania tam. Mam nadzieję, że się nie zniesmaczę do tej polityki, zanim zacznę ją uprawiać.

Znaczy się realna kampania. W Wandystanie nudy w środku kampanii. Z dziką satysfakcją mogę stwierdzić, że nikt nie jest w stanie wygrać ze mną dyskusji politycznej. Nawet wykorzystując wycieczki osobowe. Arkadij już chyba odpadł… Ciupak się wypstrykał… a Pupka nie wie o co chodzi. Inni nawet nie podjęli rękawicy. No cóż. Rzecz jasna, jestem dominantem na scenie politycznej, tylko problem polega na tym, że niewielu jest wyborców, a do nich zaliczają się wcześniej wymienieni i inna opozycja. No ale kwiatonem chyba powinienem zostać :-]

Jutro aż trzy godziny zajęć. O nie. Jak ja to wytrzymam?

Następna strona »


Staty

  • 5,343 wejść

 

listopad 2009
P W Ś C P S N
« sie    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Last FM

Ile warty jest ten blog?


My blog is worth $2,822.70.
How much is your blog worth?

MyPersonality

Click to view my Personality Profile page