Archiwum kategorii 'improwizacja'

Pewne zmiany

Ostatnio w moim życiu zaszły pewne zmiany, o różnym stopniu ważności. Chwilowo, od dziś, zmieniło się to, że przeinstalowałem system, przy okazji przerzucając się na nową przeglądarkę – Safari. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale jak na razie, ten wynalazek przeznaczony na MacOs całkiem dobrze sprawdza się na moim Windows XP MC. Znalazłem już co prawda pierwsze mankamenty (nie łamie linii kiedy piszę tę notkę), ale cóż…

Inne zmiany są takie, że będę, a właściwie już usiłuję się odchudzać, czego efekty zobaczymy… albo nie. Ale będę optymistą. Generalnie aż tak bardzo z nadwagi niezadowolony nie jestem – wolę to od innych nałogów, ale Pani każe, sługa musi ;-) 

 Z innych spraw, to sesja jak na razie wychodzi średnio. Filozofia – 4, Prawo – 2 (poprawka w marcu), Najnowsza Historia Polityczna – jeszcze nie wiem, Nauka o Państwie i Polityce – w środę. Zobaczymy jak to wszystko będzie, natomiast pojutrze będzie zmierzenie się z Przastkiem – muszę zaliczyć 3 dyżury na jednym. Przy zapewne masie konkurentów do dostępu do pokoju, więc będzie problem… 

  … ale jeszcze nie było takich kłopotów z jakich bym się nie wydostał.I tym optymistycznym akcentem zakończę ;-) 

English subjects of the blog posts are shpaner’s?

Hej, tym razem coś ode mnie. Będzie po trochu o wszystkim.

Numero uno, żałoba. Powiedziałbym że to absurd, gdybym nie wiedział, że to norma. Powiedziałbym, że absurdem jest medialna nagonka, gdyby to nie była oczywistość. Niekoniecznie oczywista, ale jednak.

Duet – studia. Zaliczone większość rzeczy, w przyszłym tygodniu egzaminy dwa, potem jeszcze jeden. Tyle.

Trio.  Generalnie życie jest nadal tak piękne jak zawsze, i to bynajmniej nie dlatego żeby mi się jakoś specjalnie powodziło (info dla depresyjniaków co pomyśleli “temu to dobrze”), tylko dlatego, ze taki jest jego parszywy, ale zawsze, charakter.

I na tym zakończę, bo jeżeli przestaję pisać i zastanawiam się co pisać dalej, to  wiem że potem będzie nudno.

PS. No tak, z zaaferowania nie wpisałem tematu…

[Po raz kolejny - wykręcona w śrubkę inspiracja Chyżym. Może znowu pobudzę Morpha do pisania. Zawsze jakiś pożytek.]

W świecie w którym żyję, żyje się lepiej. W sumie, jak w raju. To jest świat, który można sobie pozwolić na problemy osobowościowe. Świat, gdzie kasę masz, jeżeli tylko Ci się chce. Albo jeżeli twoim rodzicom się chce. A ty możesz się obijać, zabawiać, psuć wzrok przed komputerem lub wątrobę na imprezach. Ten świat jest łatwiejszy, znośniejszy i inny. Jak masz chwilkę zadumy, możesz pomyśleć sobie o tych stamtąd, w zależności od poglądów w różny sposób. Albo z pogardą, bo frajerzy i im się nie udało i dobrze im tak, albo z litością, bo biedacy, życie ich zmarnowało, ale co ja mogę zrobić, albo dajmy na to z podziwem, w końcu to oni są robotni, państwo budują, ale żeby tak jak oni, to nie, ja nie z tej gliny, mogę się pozachwycać, ale pozostaję stolycznym yntelektualystą. Dla mnie już praca w McDonaldzie to praca fizyczna i ostatecznie tylko do takiej się mogę zniżyć. Żeby mieć na fajki albo wódkę. No, czasem można dla frajdy popić komandosa i popozować przed resztą i samym sobą, że jestem, dajmy na to, punkiem co to tylko jabole. Absurd. Od kiedy prawdziwy punk pije jabole?

Czy żyję w takim świecie? Półstopiem. Półstopiem gdzie indziej, reszta w sumie obija się o ścianki tego małego świata, który w większym stopniu składa się z mojego mieszkania. Wyjść? Po co? Znajomi, jak są, to gdzieś na Bemowie, w chuj daleko. Zresztą, tacy znajomi… nawet nie zadzwonili od czasu końca szkoły. Przynajmniej niektórzy.W pobliżu? Gdzie się pokręcić? Po Pradze pełnej meneli, albo zwykłych szarych ludzi o pustym spojrzeniu raczej nie, Nowy Świat+Krakowskie Przedmieścia są o wiele ciekawsze, ale ile można chodzić i patrzeć na ludzi… Odludek raczej ze mnie, czyż nie? Ciekawe czy studia coś zmienią… W sumie, jeżeli będzie tam społeczność, która sama mnie wciągnie do siebie, to chyba coś jednak… Ale cholera wie.

Rok studiów do pierwszej, niewielkiej zmiany. Kolejny rok, do drugiej poważnej zmiany. Jeżeli wszystko pójdzie mniej więcej dobrze. Esz. Czy wy też czasem marzycie, żeby wyłączyć świadomość i czekać w nieświadomości do lepszych czasów? Czy to tylko ja tak miewam?

Cóż, tak czy inaczej, nieodwołalnie kończą się beztroskie lata mordęgi w szkole, teraz zacznie się mordęga+ troski na studiach.

Życie jest absurdalne, a ja powinienem skończyć tę notkę. Tematy mi się wyczerpują z improwizacji, co widać poprzez dużą ilością akapitów (może i wyglądają na powiązane, ale każdy z nich to oddzielna myśl.) W sumie… ileś tam słów, nie pisze ile, bo dopisując jeszcze zwiększam ich ilość… czterysta dziewięćdziesiąt siedem i tak dalej. Chyba powinienem iść spać, skoro zaczynam przynudzać… hrrr… vnqgic[;

… Ale nie k***a na klawiaturze, człowieku, opanuj się. Za sobą masz łóżko, które po drobnym uporządkowaniu będzie świetnie się do tego nadawało. Dokończ pisanie, zgaś monitor, bo eMule pracuje, ułóż poduszki i walnij się spać. Grzeczny chłopczyk. (To ostatnie to cytat z mojej Kasi, uwielbiam jak takdo mnie mówisz kochanie ;-) )

EDIT//PS. No tak, z zaaferowania nie wpisałem tematu. Ani kategorii.

Powrót i coś z dawna…

    Ech. Jestem z powrotem. I wcale mi się to nie podoba ;-)

Kraków jest dla mnie cudownym miejscem. Planty, rynek, Kazimierz… wszystko to łączy się z cudownymi wspomnieniami :-) które jeszcze nie zblakły ;-)

Moje kochanie mnie pogoniło, co bym opisał coś, co mi od dawna chodziło po tym pustym łbie :-P Taka metafora w sumie jedna. Trochę za mało nawet na porządny akapit, ale może coś domyślę w czasie pisania.

Metafora odnosiła się z jednej strony do witraża, a rzeczą metaforyzowaną był związek. To znaczy, tłumacząc z mojego na bełkot, że nie witraż jest jak związek, a związek jak witraż. Otóż w związku, tak jak w witrażu, najważniejsze są te ołowiane ramki. Bez nich nie ma witraża. W związku to miłość, wierność, zaufanie i inne tego typu ważne rzeczy. No, a jeżeli to już mamy, to możemy powstawiać szkiełka, które są piękne i nadają wyraz witrażowi. Ale kształt określają ramki ;-)

Co jest szkiełkami? Hmm. Wszystko to co piękne w związku (nie sugeruję, że wymieniane wcześniej rzeczy nie są piękne, ale nie o tym mowa…) jak wszelkie pocałunki, spacery, randki (ale mi się podoba nasz system kolejności, na pierwszą randkę poszliśmy długo po tym, jak zostaliśmy parą :-D) i takie tam, które zostawiam w domyśle ;-)

No. Wyszły dwa akapity. Jestem z siebie dumny.

Dopiszę jeszcze ostatni mój przebój, który mi gra w duszy…

“Imagine Me and You – I Do.  I fink about you day end night, I’ts only right, to fink about the girl you lof(…)”

Tam gdzie jest zła pisownia – tak napisałem, bo mam to w wykonaniu Lenningrad Cowboys (nie oryginalnej The Turtles) i ta banda Finów tak to właśnie śpiewa…

… zi only one iz me for you end you for me…

… no matter how Dey toss the dice…

… so happy together :-) oby jak najszybciej :-)

Jak to jest, kiedy…

… czuje się potrzebę dodania notki, a nie wiadomo do końca o czym. Cóż, znowu pewnie będzie mnie Kefas ścigał, że nie mam pomysłów i coś podsuwał.

Koalicja się rozpadła. O dziwo, nie czuję niemal żadnej satysfakcji czy zadowolenia. Patrzę ze strachem w przyszłość. Bo gorzej być może, a ja nie widzę żadnej kombinacji która by mogła być sensowna do rządzenia. A to niedobrze dla tego państwa. Cóż. Mam nadzieję, że następna koalicja (przed czy też powyborcza) też odpuści w sprawach gospodarczych. Czy to będzie POLiS, POPiS, POLiD czy inny polip. Czy też PiSLiS, łan more tajm.

Jako że mam około 15 minut na napisanie tej notki, potem mam spotkanie z Wandejczykami. Tak więc, nie przedłużać będę w jej dalszej części. Właśnie. Co do Wandystanu – planuję aktywną działalność, ale na pewno nie można będzie mi zarzucić zarzucenia spraw Morvanu. Moje osobowości wirtualne na pewno nie są jednością, co więcej, miewają problemy z pokojową koegzystencją w jednej osobie. A kilka jeszcze czeka w zapasie. Coś jak scena w Luku Davy’ego Jonesa z 3 Piratów z Karaibów. Utwór w tle nazywa się “Multiple Jack’s” i to najbardziej pasuje do moich v-osobowości. No, może poza tą kozą…

Z innych spraw. Za jakiś czas znów do Krakau. Bardzo, bardzo dobrze. Choć mam pewne obawy co do tego co będzie później – wszak to chyba ostatnie spotkanie na dłuższy czas. Koniec wakacji…  Ech, nie ma co się martwić na zapas.

Czas wbrew pozorom nie płynie tak szybko jak się obawiałem. Ciekawe czy to za sprawą tego co w głośnikach. A to co w głośnikach, to ściągnięte już dość dawno, ale zapomniane i dopiero wczoraj rozpakowane soundtracki ze Shreka Pierwszego i Drugiego. Trzeciego sobie darowałem, bo był już niezbyt. Choć w kinie było fajnie, choć nie do końca za sprawą filmu.

Cóż. Zostało 9 minut do planowanego wyjścia. Wychodzę z 5 minutowym opóźnieniem, aby uniknąć większego opóźnienia. Mam nadzieję że wiele się nie spóźnię. Spotkanie o 15 pod Kolumną Zygmusia.

Znikam, bo jeszcze parę spraw do załatwienia przed wyjściem jest.

The Bigger Bang

… czyli a-a-a Stonsi dwa. Tzn. chwilowy powrót bloga w ssakobłonolatającym wydaniu, cokolwiek to miałoby znaczyć.

Byłem na Rolling Stones. Ojciec wydębił 3 darmowe wejściówki, więc genialnie. Banda dziadków pokazała na co ich stać. Keith Richards aż się zataczał (zapewne pijany szczęściem i emocjami, nie żebym go posądzał o jakieś używki, co to to nie). Ale blues wyszedł mu świetnie.  Jagger bardziej przybity do rzeczywistości, biegał, krzyczał, śpiewał, wszystkiego najlepszego tak przy okazji Mike. Ogólnie, było bosko. I muzycznie i klimatycznie, choć po mocnym wejściu chłopcy przystopowali, dopiero po krótkiej przerwie wyszło z nich szydło do worka.

Z informacji bieżących – dostałem się na tą politologię na UW, więc luuuuuzik :-] Od razu wiedziałem że nie ma co sie martwić.

Z informacji dalszych – w niedzielę wyjeżdżam, wreszcie. Cel – rzecz jasna piękne miasto Sucha Beskidzka, z jeszcze piękniejszą mieszkanką (co? to tam ktoś jeszcze mieszka?).

Na razie dość. Jeszcze się zastanowię co tu poskrobać.

Dalsze dzieje Nietoperza Puchatka…

… czyli Tao wg. Michała Radeckiego.

Informacje co do studiów – po wycieczce na UW i UKSW doszedłem do wniosku, że się zastanowię, czy nie wolę wieczorowych na UW niż dziennych na UKSW. Zobaczę jak wygląda kwestia przenosin z UKSW na UW w drugim roku. Na politologii na UW powiedzieli, że mam szanse i będą dzwonić, ale to może się przeciągnąć aż do sierpnia.

Kwestia dwóch tygodni zniknęła. Hmm. To dobrze, cieszę się z tego :-)

Co prawda pewna część mnie, tam w środku, pragnęła jakiegoś wyzwania, coś co dało by mi powód do mobilizacji (a musiałbym się mocno postarać), ale ogólnie, nie za taką cenę. Nie teraz, nie w takiej sytuacji. Może kiedyś ;-)

Co do tao – nie znam się na tym, tytuł był przypadkowy :-P

Wróciłem…

… więc zaczyna się rozpierducha. Mam ochotę na jakiś surrealistyczny odjazd. Hmmm.

a;lslnlsd;;lsd[sap[[r,olnmzm ksdldmdksdlkd lskljma plasjskslk lxlszkl,maks xlcfl szljh;azl opzklj udk  dsfsd ;kls; ksd[ ka;l ;lsd., k;kldl; ksjkikap[wqikedm ,.z[psado i n masp; o sfmco olsm ksikik ;lfnk askn ks; klm l;d lelo maslaqpqwirh irn n abv; k;lpd,l l;m,  lakdm   65 ;'asdlfm, 'as;df, ;lzdfmpwa[' .asd nk ods3754 oka so as aqfc as[df, pode napsf p mpoedjf pw poiwf fovmds a,p[ewof,[ e[po mo m om o om oas[' ;s 'a [aspkd pp ,[aws omo[]e [pp pe ,ffr[ [ap a’x,wslkasoo m ewoq omwo ow;a;zvvoposa[ p[oe odcm a[fkapa[psa[ dpasdla[spdapsd la[ spdoa[ps od[ o   n

To tyle. To graficzny zapis stukania w klawiaturę do muzyki Yann’a Tiersena, “Comptine d’un autre ete l’apres midi”. Ścieżka dźwiękowa Amelii.

Dobra, teraz jakieś poważniejsze sprawy. Na wyjeździe miałem sporo czasu na myślenie. To nie jest zbyt dobry pomysł  dla takiej osoby jak ja. Lepiej zmusić mnie do działania, żebym nie myślał za wiele, o takich rzeczach jak dwa tygodnie, studia i inne bzdury. Hmm. To dziwne, że choć wiem co jest w życiu najważniejsze, aby do tego dotrzeć muszę robić rzeczy a) nieważne b) nieprzyjemne c) złe i tak dalej. To mi się niezbyt podoba, ale cóż.

Trzeba złamać samego siebie, żeby dostosować się do społeczeństwa. W końcu kim byśmy bez niego byli? A kim ono by było bez nas?

To jest ten moment w którym chciałem napisać “Cholera, znowu metafizyka.” albo coś równie udręczonego. W ramach autosadyzmu i sadyzmu na czytelnikach nie napiszę tego, ale rozwinę temat swojego poglądu na społeczeństwo. Ogólnie, bez niego nie bylibyśmy sobą, tak więc rozważanie nad tym, czy byłoby lepiej bez niego, jest jak najbardziej bez sensu, bo bez niego nie mielibyśmy okazji myśle…

Shit. Co to leci z głośników? Szufla Winampa zawsze coś wygrzebie. Ech. Za jakie grzechy ktoś mi kazał wrzucać do muzyki tło muzyczne z Cossacks? Bosh, normalnie shok…  next. Nightwish. Już lepiej… wracamy do pisania…

…ć nad tym co jest dla nas lepsze. Pytanie, czy społeczeństwo jest tym samym społeczeństwem bez jakiejś jednostki… gdybym był pesymistą powiedziałbym że tak. A że nie zaliczam się do grupy idiotów na torach, czy też tych co się kłócą nad szklanką z wodą, powiem że niekoniecznie. Każde odejście jednostki nie wpływa w znaczący sposób na zmianę społeczeństwa, ale może wywołać “drgania” które w przyszłości zaowocują czymś wspaniałym. Lub strasznym. Lub nie zaowocują.

Soundtrack ze “Szczęk”. Hm, miło, lubię Williamsa.

Dobra, koniec bredzenia. Jutro może napiszę. Ssija!

Co to ma być, do…

…cholery jasnej, że ktoś mi dyktuje o czym mam pisać? I to jeszcze Tyran i Despota. To godzi w mój socjalizm. A przynajmniej godziłoby, jakbym go miał. Ale godzi w moją lewackość. Errr… też brakuje na składzie. Ale do prawicy, nawet tej pojmowanej wg. jakichś innych niż najpopularniejsze definicje, też mi daleko. Homo apolitykus? Niekoniecznie, bo wiem co mi sie nie podoba, ale nie jestem pewien co by było lepsze. Co więcej, jak zaczynam przenosić się na wyższy pomost rozumowania i nie myślę jak, ale czy. Takie trochę praczetowskie myślenie, że pewne rzeczy dzieją się niezależnie od tego co robimy, a jeżeli będziemy je powstrzymywać, to będą dziać się dalej, tylko w inną stronę, dajmy na to. Czy jakoś tak. No i że trzeba świat wepchnąć w Wiek Niet… XXI. Choćby się kopał i opierał. Kiedyś chciałem być politykiem. Nadal trochę chcę, choć mam wątpliwości.

A co do tych cudnych uzależnień… Oczywiście temat wymyśliłem sam i rewolucyjnie go tu przedstawiam, żeby nie było, że się uginam pod ciężarem łańcuszka.

  • W tym uzależnieniu liter jest, o dziwo, pięć. Jest ono najcięższe i nieuleczalne, przynajmniej nie bez powodowania zgonu pacjenta. Co więcej, jest w stanie pozbawić mnie wszelkich innych uzależnień. Poza tym, że uzależnia, to ma na mnie niezwykle dobroczynny wpływ. Nie narzekam. K-A-S-I-A :-)
  • W tym liter jest więcej. Nie będę udawał, że komputer mnie nie uzależnił, bo spędzam przy nim masę czasu. Trochę się przez to opuściłem w czytaniu. Czytam mniej od czasu jak mam internet. Ale mam też więcej znajomych. Plus czy minus? Dyskusyjne.
  • Książki. W stanie zaniku, acz nadal czytam z prędkością supernowy (bez zbytniego samochwalstwa). Co prawda z jakością jest gorzej, ale cóż. Bywa.
  • Hmmm. Ludzie. Mam naturę indywidualisty i źle się zawsze czułem w towarzystwie. Ostatnio ten objaw się cofa, może przez to że moja v-postać była raczej rubaszno-towarzyska. Zbytnio się wczułem. I dobrze mi z tym.
  • Starczy? Starczy.

Hm. Trochę na wyrost te trzy ostatnie :-P

Co do innych spraw. Jeszcze 4 godziny. Do wyników. I nieco więcej do dwóch tygodni. Czy się denerwuję? Nie-e :-]

No i teraz mam problem jak notkę otagować. Trochę polityki, trochę prowizorki, trochę życia i trochę filozofii. Dam do wszystkich, to będę miał bogatą chmurkę tagów. A co!

Wstępne pomysły…

… na notki się wyczerpały. Więc teraz trza zacząć prowizorkę. Bardzo dobrze, często wychodzi mi lepiej niż standard. W słuchawkach wciąż Koledzy.

Kim był Antoni Radwan? Mimo poszukiwań w google nie znalazłem postaci tej trupiej ballady Maleńczuka. Może go wymyślono? Nie wiem. Ale mnie rusza.

Co dalej? Dalej to samo. Czekam na wyniki rekrutacji. Może mi się uda wejść na stronę IRK od razu po północy, ale wątpię. Może w nocy, nad ranem. Zobaczymy. Mam nadzieję na tą historię na UW :-]

Poza tym obijania ciąg dalszy. Ot pogram w jedną-dwie gry, wejdę na pocztę, odpisze, napiszę jakiś Akt do WRM i jakoś czas zlatuje. I pamiętam o dwóch tygodniach. Hmmm. Sprawa niby błaha (choć jak dla kogo, nie dla mnie ;-) ) a tyle myśli wywołuje. Ale się nie denerwuję :-P

Zastanawiałem się, czy nie napisać czegoś o religii. Ale co tu pisać? Ci wierzą, tamci nie wierzą, ci w kościół, tamci w boga, inni w kościół bez Boga, Boga bez kościoła, człowieka, naukę, a inni zatracają się w religii, gubią tam Boga, inni wchodzą w kościół i go tam znajdują, a ja… Dość. Nie potrzebujemy Religi na tym blogu! Pozdrawiam ministra.

“Bóg nam nie daruje. Bóg dokopie nam.”

W takim razie pomyślałem żeby napisać jakiś wiersz. O miłości, dajmy na to. Ale co tu pisać? Nie ma poezji o szczęśliwej miłości. Poezja jest wtedy kiedy coś nie wychodzi. Przynajmniej najczęściej. Bywa.

“Kobieto, proszę Cię. Bądź ze mną w noc i w dzień.

Przysięgam Ci, że nie ma nic, co może mieć większy sens.”

Łałałaj. Dzięki Ci Kasiu za tą sówkę ;-) Stoi koło ekranu i cudownie przyciąga wzrok i przywołuje wspomnienia. Głównie kulinarne – herbata i musaka :-) z pysznym beszamelem ;-P

Postanowiłem dać obrazki. Nie obrazicie się mam nadzieję?

Dodane później – poza tym zmieniłem wygląd. Ot, na wygodniejszy.


Staty

  • 5,343 wejść

 

listopad 2009
P W Ś C P S N
« sie    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Last FM

Ile warty jest ten blog?


My blog is worth $2,822.70.
How much is your blog worth?

MyPersonality

Click to view my Personality Profile page