Archiwum dla październik, 2007

Niesmak

… nie za bardzo wiadomo czym spowodowany. Chodzi o politykę. Wygrało PO, które teraz z PSL zrobi sobie rząd.

Głosowałem na Tuska.

Więc skąd ten niesmak?

Nie do końca wiem. Wygrali, ale w ich, a szczególnie Tuska zachowaniu jest takie coś,  co mnie odrzuca. Jakaś taka… bezradność? Zagubienie? Może nie są to dobre słowa, ale w tej sytuacji brakuje tego właściwego słowa, które oddało by moje wrażenia, które odnoszę widząc nową partię rządzącą.

Może to jest efekt słynnej choroby Polaków – rządzący znaczy zły?

Łudziłem się nadzieją, że Donald Tusk zadziała odważnie. Zadziała, jak, nieprzymierzając – Sarkozy. Że nie poprzestanie na tym co się chce i co trzeba. Że pójdzie dalej i np. stworzy jakąś koalicję z LiD. Może nie formalną koalicję, ale np. powołanie ministrów spośród lewicy, a nie brakuje tam ekspertów, było by IMHO dobrym posunięciem. No ale łudzę się – bądź co bądź, PO jest partią jakby nie było prawicową, katolicką. Mam nadzieję, może niezbyt silną, ale mam, że może uda im się uniknąć przekrętów? Że może nie będzie tego kolesiostwa? Ech, to brzmi strasznie niestworzenie nawet dla mnie, chronicznego optymisty.

A może zalegalizować to na miarę Urugwaju?

Ech. Sam nie wiem czego się po Platformie spodziewać. A niesmak? Może nie jest jakiś straszny, ale coś we mnie mówi, że coś tu jest nie tak.

“New Romantic” – Recenzja

Tak. Będę krytykiem powieści (“nie zbioru opowiadań!”, jak to kategorycznie stwierdzono przed spotkaniem premierowym) mojego kolegi, znaczy się Michała Zygmunta. Postać nietuzinkowa, to na pewno można o nim powiedzieć, a nie oddaje to nawet procentu tego co trzeba by o nim powiedzieć. Postać niejednorodna, wielokrotnie zmieniała ona swój styl i poglądy – zaliczone subkultury to m.in. metal, depeszowiec i skinhead (były członek Młodzieży Wszechpolskiej i dla równowagi Zielonych) – przynajmniej on tak twierdzi. Ledwo niedoszły Prezydent Miasta Wrocławia z ramienia KW “Gwiazdy we Włosach”. Zdecydowanie niekwestionowany autorytet moralny.

No ale, będąc niezależnym, profesjonalnym i stuprocentowo obiektywnym krytykiem mogę zapewnić, że moja osobista znajomość z tym delikwentem, którego umownie nazwiemy Michasiem, nie ma i nie będzie mieć żadnego wpływu na rzeczową i bezkompromisową krytykę tego nędznego dziełka, które śmie się zwać “powieścią”, nie zasługując nawet na epitet “książka trzeciej kategorii” czy “piąta woda po kisielu dla romansideł Harleqina”, pfy.

To powyżej to oczywiście moja propaganda. Jeżeli chodzi o propagandę promującą, to trzeba przyznać, że jest całkiem nieźle przygotowana. “Zakazana literatura IV RP”, “Pierwsza Polska powieść antykaczyńska”, “powieść wykształciuchów” krzyczą blurby na okładkach książki. Premiera, która odbyła się w REDakcji Krytyki Politycznej była dość mocnym wejściem, głównie za sprawą gości – towarzysza posła Gadzinowskiego i (spóźnionego) Waldemara “Majora” Frydrycha. Po spotkaniu zasłyszałem rozmowę między organizatorami, że akcja “z osobami kontrowersyjnymi” wypaliła. Co prawda nacisk dyskusji padał na aspekt stricte polityczny, albo (w trakcie rozmowy z prowadzącym autora) na bardzo specjalistyczny – ani autor , ani część widowni (mówię za siebie) nie zrozumieliśmy 90% terminów, zapewne polonistyczno-literaturoznawczych, użytych przez prowadzącego, co jednak nie przeszkodziło w prowadzeniu bardzo interesującej dyskusji polityczno światopoglądowej. Było o Frakcji Czerwonej Armii, o tym że Michał Zygmunt nie jest pseudonimem, co zaskoczyło tow. Gadzinowskiego, o pośle Iwińskim (zgryźliwa konwersacja Frydrycha i tow. Gadzinowskiego), a zakończyło się oglądaniem przez część uczestników meczu Polska-Kazachstan lub dyskusją nt. polskiej literatury czy czegoś tam – reszta uczestników w kuchni. Autor był z nami rzecz jasna. Pieklił się, jak te jupitery wyłączyli.

Wracając z Krytyki dzierżyłem już pod pachą własny egzemplarz “New Romantic”, z osobistą odautorską dedykacją “Towarzyszowi Radzieckie-mu w uznaniu zasług”. Zresztą przeczytałem podczas meczu ponad połowę, reszta musiała tydzień mniej więcej poczekać, aż znalazłem czas.

Tak więc, jest to typowe political fiction. Polityczne (i fikcyjne, rzecz jasna) są dwa z trzech opowiadań, a to trzecie (którym zajmę się na końcu), też jakieś tam podłoże polityczne ma. Pierwsze opowiadanie, tytułowe, jest historią morderstw. Oczywiście fabuły nie zdradzę (ha, ha!), ale przyznam, że świat wykreowany przez Michała Zygmunta wciąga. Przełyka się go gładko, ma charakter, bo ja wiem, reportażu z Wysokich Obcasów, szczególnie w przypadku opisów postaci. Człowiek zapomina, że jest to political-fiction.

Nie jestem osobnikiem bardzo oczytanym, zapewne więc wiele aspektów postrzegania tej książki, wiele nawiązań i pastiszów nie dostrzegłem. Nie można jednak przeoczyć chociażby skopiowanych niemal słowo w słowo opisów morderstwa Kaczyńskiego(=JFK) czy rewolty przy pubie Angel (= Christopher Street). Rzecz jasne nie mówię, że książka jest zbudowana z innych rzeczy. Wydaje mi się raczej, że Zygmunt wskazuje na to, że niektóre zjawiska są powtarzalne, wręcz łudząco podobne, co upraszcza do zwykłego historycznego ctrl+c, ctrl+v.

Druga część mówi o przyszłej Polsce. O ile w pierwszej bojówki socjalistyczno-anarchistyczno-gejowskie organizują zamachy, to tu jest Polska, gdzie wsadzanie gejów do obozów koncentracyjnych doprowadza do rewolucji, a następnie do takich wydarzeń, że nawet obecna Młodzież Wszechpolska nie ma takich koszmarów. Premier jako męczennik. Fragmenty materiałów szkolnych z 2034 roku. Wypis z przyszłej wikipedii. Ta część jest stworzona po części w formie bieżącego reportażu dziennikarskiego, po części w formie reportażu historycznego. Bohater jest właściwie obserwatorem, jako dziennikarz zagraniczny, tak więc czytelnik nie utożsamia się z nim bardzo, tym bardziej, że w trakcie pojawiają się inni.

Sam autor powiedział, że jest to w pewnym rozumieniu powieść popularna. Powieść, którą może przełknąć większość społeczeństwa, nie tylko pseudoelity łżeinteligenckich wykształciuchów. Powieść polityczna, pisana przez lewaka. Atakująca prawicę i atakująca lewicę. Może i nawet bardziej niż prawicę. Zygmunt, jak pisze Łukasz Andrzejewski w przedmowie, jest niepoprawnym romantykiem, sam wybiera Westerplatte. Jego postacie są idealistyczne. Misu, bohater pierwszej części może być mylony z autorem – wszak nosi to samo imię, a co ważniejsze, ten sam nick, co obecnie częściej jest poszlaką do utożsamiania niż to samo imię czy nawet (!) nazwisko. Misu nie jest co prawda Zygmuntem, ale idealizm mają wspólny.

Tym na co chciałbym zwrócić szczególną uwagę, jest trzecia część, jak to ujął poseł Gadzinowski, “truptyku, bo trup ściele się tu gęsto”. Zatytułowana mrocznie, tzn. “Strach”. Jest to zdecydowanie najmniej, (a może właśnie przez to najbardziej?) polityczna część. Nie padają tu raczej nazwiska polityków, ba, cały świat zewnętrzny jakby znika. Scena zamyka się do niewielkiego światka szkolno-podwórkowego dorastającego chłopaka, jego wrogów i przyjaciół. Jest wręcz psychologiczna. O fabule tej części opowiem najmniej, bo uważam, że jej zasługuje na najwyższą uwagę każdego i u każdego na świeże podejście. Naprawdę warto ją wchłonąć w siebie. Mówi o naszym świecie wiele, może nawet więcej niż dwie poprzednie części.

Cóż, jak mogę podsumować tę całkowicie niespójną i chaotyczną recenzję?. Nietrudno domyślić się czytelnikowi, że książkę gorąco polecam. Dlaczego nie piszę o jej wadach? Być może jakieś są, ale ja zawsze byłem zdania, że jeżeli książka wciąga i podoba się, to czy warto na siłę szukać luk w stylu, w okładce czy cholera wie w czym? Porządny kawałek, a wręcz mokry, ociekający krwią, potem i w niewielkim stopniu także spermą kawał dobrej literatury. Naprawdę gorąco polecam, literacki nobel dla Zygmunta powinien być postulatem każdej partii startującej w wyborach!

Bo tak…

…by wypadało (chyba?) coś napisać.

Na pewno chyba to jestem chory, a może tylko zmęczony, w końcu środa.

Chciałem coś napisać nt. Przastka, ale z tego zrezygnuję.

Niewiele mi poza tym zostaje. Na głośniku cały czas to samo, od dni paru (? nawet nie pamiętam) . Ciekawi? Tutaj.

Szkoda mi wysiłku i czasu na pisanie o polityce. Realnej. Nadal nie wiem na kogo zagłosuję. Cholera, decyzja pod presją urnową będzie. No cóż. Zobaczymy. Może za bardzo się przejmuję?

Co do polityki wirtualnej, jest lepiej. Wygrałem debatę wyborczą z Magovem, ale on ma żelazny elektorat partyjny, a ja ludzi których mam nadzieję przekonać, że faktycznie jestem lepszy. No cóż, zobaczymy, jak to starcie się skończy.

Wybaczcie taki smętny ton, ale <patrz akapit 2>.

//EDIT: O, zauważyłem, że tagi mi się powtarzają. V-świat i mikronacje. Jutro zdecyduję które usunąć. Teraz pić i spać.

Zainspirowane…

… po raz kolejny piosenką. Zgadnijcie jaką ;-) podpowiem, że też jest wśród reklam samochodów :-P

Morza,  rzeki,

przebędę.

Granice twego serca

przekroczę.

galopując między burzami

jak błyskawica.

Wtedy zostań moją.

 

 

Przecudowna istoto

Przecudowny strach budzisz,

Twe słoneczne spojrzenie przepala,

I kocham to życie.

 

 

Światło bije z twej twarzy,

kąpiąc mnie w blasku księżyca,

pieszcząc mnie twymi snami.

nie przestawaj, nie budź się jeszcze…

 

Śmieję się do Ciebie,

Całuję twoje oczy,

 

I cudownie jest żyć.

 

// Edit – wiersz trochę wygładziłem, jak sądzę jest lżejszy.

Niedziela

I jak zwykle w koło macieju to samo w niedzielę się dzieje. Czyli nic.

Lepiej będzie jutro – wykład, potem do BUWu przeczytać to co zadane do Przastka i Zięby (co prawda na środę, ale i tak nie mam co robić przez dwie godziny pomiędzy wykładem a francuskim), a potem lektorat. Nuudy.

Człowiek się męczy nawet odpoczywaniem, to niezwykłe, prawda?

Do boju!

Skąd ten bojowy nastrój w tytule? A jakoś tak. Z obowiązku.

Ćwiczenia z Socjologii rulez. Towarzysz magister Tomasz Godlewski jest jak na razie najbardziej przystępnym i pozytywnym pracownikiem Uniwersytetu z jakim się spotkałem. To Ci dopiero będzie, jak będę wolał socjologię od HPPXXw. No ale nic.

Kampania tu, kampania tam. Mam nadzieję, że się nie zniesmaczę do tej polityki, zanim zacznę ją uprawiać.

Znaczy się realna kampania. W Wandystanie nudy w środku kampanii. Z dziką satysfakcją mogę stwierdzić, że nikt nie jest w stanie wygrać ze mną dyskusji politycznej. Nawet wykorzystując wycieczki osobowe. Arkadij już chyba odpadł… Ciupak się wypstrykał… a Pupka nie wie o co chodzi. Inni nawet nie podjęli rękawicy. No cóż. Rzecz jasna, jestem dominantem na scenie politycznej, tylko problem polega na tym, że niewielu jest wyborców, a do nich zaliczają się wcześniej wymienieni i inna opozycja. No ale kwiatonem chyba powinienem zostać :-]

Jutro aż trzy godziny zajęć. O nie. Jak ja to wytrzymam?

Studia

Poczatek studiów jakoś się rozkręca. Jak miło, za tydzień już będą piłować. No ale co się chciało…

Uwielbiam środy. Środy to jest to. Cudowne i bezkompromisowe. Nic tylko się zatłuc indeksem.

Jeżeli uważacie że moje wpisy stają się CzTeRnAsTkOoFe to macie do wyboru…

1. Spadać.

2. Milczeć.

3. Nie czytać.

Albo cokolwiek innego, np. protestować dalej. Może to jakiś skutek odniesie.


Staty

  • 5,368 wejść

 

październik 2007
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Last FM

Ile warty jest ten blog?


My blog is worth $2,822.70.
How much is your blog worth?

MyPersonality

Click to view my Personality Profile page