[Po raz kolejny - wykręcona w śrubkę inspiracja Chyżym. Może znowu pobudzę Morpha do pisania. Zawsze jakiś pożytek.]
W świecie w którym żyję, żyje się lepiej. W sumie, jak w raju. To jest świat, który można sobie pozwolić na problemy osobowościowe. Świat, gdzie kasę masz, jeżeli tylko Ci się chce. Albo jeżeli twoim rodzicom się chce. A ty możesz się obijać, zabawiać, psuć wzrok przed komputerem lub wątrobę na imprezach. Ten świat jest łatwiejszy, znośniejszy i inny. Jak masz chwilkę zadumy, możesz pomyśleć sobie o tych stamtąd, w zależności od poglądów w różny sposób. Albo z pogardą, bo frajerzy i im się nie udało i dobrze im tak, albo z litością, bo biedacy, życie ich zmarnowało, ale co ja mogę zrobić, albo dajmy na to z podziwem, w końcu to oni są robotni, państwo budują, ale żeby tak jak oni, to nie, ja nie z tej gliny, mogę się pozachwycać, ale pozostaję stolycznym yntelektualystą. Dla mnie już praca w McDonaldzie to praca fizyczna i ostatecznie tylko do takiej się mogę zniżyć. Żeby mieć na fajki albo wódkę. No, czasem można dla frajdy popić komandosa i popozować przed resztą i samym sobą, że jestem, dajmy na to, punkiem co to tylko jabole. Absurd. Od kiedy prawdziwy punk pije jabole?
Czy żyję w takim świecie? Półstopiem. Półstopiem gdzie indziej, reszta w sumie obija się o ścianki tego małego świata, który w większym stopniu składa się z mojego mieszkania. Wyjść? Po co? Znajomi, jak są, to gdzieś na Bemowie, w chuj daleko. Zresztą, tacy znajomi… nawet nie zadzwonili od czasu końca szkoły. Przynajmniej niektórzy.W pobliżu? Gdzie się pokręcić? Po Pradze pełnej meneli, albo zwykłych szarych ludzi o pustym spojrzeniu raczej nie, Nowy Świat+Krakowskie Przedmieścia są o wiele ciekawsze, ale ile można chodzić i patrzeć na ludzi… Odludek raczej ze mnie, czyż nie? Ciekawe czy studia coś zmienią… W sumie, jeżeli będzie tam społeczność, która sama mnie wciągnie do siebie, to chyba coś jednak… Ale cholera wie.
Rok studiów do pierwszej, niewielkiej zmiany. Kolejny rok, do drugiej poważnej zmiany. Jeżeli wszystko pójdzie mniej więcej dobrze. Esz. Czy wy też czasem marzycie, żeby wyłączyć świadomość i czekać w nieświadomości do lepszych czasów? Czy to tylko ja tak miewam?
Cóż, tak czy inaczej, nieodwołalnie kończą się beztroskie lata mordęgi w szkole, teraz zacznie się mordęga+ troski na studiach.
Życie jest absurdalne, a ja powinienem skończyć tę notkę. Tematy mi się wyczerpują z improwizacji, co widać poprzez dużą ilością akapitów (może i wyglądają na powiązane, ale każdy z nich to oddzielna myśl.) W sumie… ileś tam słów, nie pisze ile, bo dopisując jeszcze zwiększam ich ilość… czterysta dziewięćdziesiąt siedem i tak dalej. Chyba powinienem iść spać, skoro zaczynam przynudzać… hrrr… vnqgic[;
… Ale nie k***a na klawiaturze, człowieku, opanuj się. Za sobą masz łóżko, które po drobnym uporządkowaniu będzie świetnie się do tego nadawało. Dokończ pisanie, zgaś monitor, bo eMule pracuje, ułóż poduszki i walnij się spać. Grzeczny chłopczyk. (To ostatnie to cytat z mojej Kasi, uwielbiam jak takdo mnie mówisz kochanie ;-) )
EDIT//PS. No tak, z zaaferowania nie wpisałem tematu. Ani kategorii.



