Tu gdzie jestem nie ma uśmiechu. Nie jestem z tego świata. Bo po co?
Nie lubię tramwaju, gdzie jedzie człowiek z żoną i dzieckiem. Dres i agresywne słowa do syna. Usiadł przed matką która nie czuje się dobrze. Patrzy błędnym okiem za okno bez przekonania tuląc dziecko trzymane na kolanach, które boi się odpowiedzieć ojcu. Tutaj się człowiek nie uśmiecha.
Uśmiech uśmierza strach. A tu trzeba być strasznym. Żeby się nie bać.
Albo stanąć bojąc się z boku, przycupnąć w swoim wnętrzu. Patrzeć za okno. Unikać wzroku. Bać się. Ale się udaje unikać. Tego czego się boi.
Nie jestem stąd. Uśmiecham się do starszego pana, który po cichu odsuwa się od siedzącego obok mężczyzny w dresie. Starszy pan patrzy przestraszonym wzrokiem i patrzy za okno. Innego wzroku nie łapię. Patrzą za okno, na buty czy w sufit.
Świat przestraszonych, zmęczonych i szarych ludzi. Nie zawsze. Przebiega dziecko, uśmiechając się do starszej pani, która wygląda jak jego babcia. I ona się uśmiecha.
Wsiada trzech facetów z piwem. Śmieją się i rozmawiają. Matka bierze dziecko na kolana i odwraca się plecami. Uśmiechy zamierają i nikną.
Świat wstydu i strachu i wyczerpania. Nie jestem stąd. Wystarczy przejechać Wisłę. Wysiąść gdzie Ci palma odbiła. Autobus Nowym Światem… innym światem. Ludzie uśmiechają się i rozmawiają. Studenci są różni, kolorowi, młodsi. Ludzie są inni.
Za Wisłą została Praga. Praga w dresie i z agresywnym strachem w oczach. Niecała. Nieabsolutna. Niejednorodnie szara. Ale Praga.




Wreszcie notka, na którą czekałem od początku założenia tego cholernego bloga. Coś z sensem. Coś głębszego.
Odpowiedź przerosła moje oczekiwania – więc wrzuciłem ją do siebie. Zapraszam.
Więcej nic takiego nie napiszę! Obiecuję!
A szkoda…p;
Swoją drogą – ten TrackBack wyjefajny jest [;