O mussydze…

… czyli więc znaczy się muzyce. Tej obecnej w głośnikach, acz nie tylko.

Ostatnio po powrocie żem był wpadł snoof w słuchanie Kaczmarskiego. Siłą, się żem musiał odrywać do Mozarta i Budki Suflera. I na próżno, bo mnie powróciło. Tekst, czyli to co lubię najbardziej po prostu powalają. Poezja najwyższych lotów. Tylko w sporej części przypadków za pesymistycznie jak dla mnie. Tzn. jak najbardziej lubię właśnie taką poezję, ale to z przyzwyczajenia, bo tak na codnia i wogle nigdy nie miewam pesymizmu. Wręcz przeciwnie. Ale lubię.

Dla ciekawych, czym akurat się tak emocjonuję – “Lament Tytana”,  “Hymn”, “Lot Ikara”, “Krzyk” – poza pierwszym kolejność przypadkowa.

OFFTOPIC:

Prawo Kefasa (kolejne do zbioru Murphy’ego) – “Piwo jest w lodówce tylko wtedy gdy się tego absolutnie nie spodziewasz.”

0 Odpowiedzi do “O mussydze…”



  1. Nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz




Staty

  • 5,429 wejść

 

sierpień 2007
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Last FM

Ile warty jest ten blog?


My blog is worth $2,822.70.
How much is your blog worth?

MyPersonality

Click to view my Personality Profile page