… czyli a-a-a Stonsi dwa. Tzn. chwilowy powrót bloga w ssakobłonolatającym wydaniu, cokolwiek to miałoby znaczyć.
Byłem na Rolling Stones. Ojciec wydębił 3 darmowe wejściówki, więc genialnie. Banda dziadków pokazała na co ich stać. Keith Richards aż się zataczał (zapewne pijany szczęściem i emocjami, nie żebym go posądzał o jakieś używki, co to to nie). Ale blues wyszedł mu świetnie. Jagger bardziej przybity do rzeczywistości, biegał, krzyczał, śpiewał, wszystkiego najlepszego tak przy okazji Mike. Ogólnie, było bosko. I muzycznie i klimatycznie, choć po mocnym wejściu chłopcy przystopowali, dopiero po krótkiej przerwie wyszło z nich szydło do worka.
Z informacji bieżących – dostałem się na tą politologię na UW, więc luuuuuzik :-] Od razu wiedziałem że nie ma co sie martwić.
Z informacji dalszych – w niedzielę wyjeżdżam, wreszcie. Cel – rzecz jasna piękne miasto Sucha Beskidzka, z jeszcze piękniejszą mieszkanką (co? to tam ktoś jeszcze mieszka?).
Na razie dość. Jeszcze się zastanowię co tu poskrobać.




0 Odpowiedzi do “The Bigger Bang”