… czyli dlaczego nie należy się zbytnio uzewnętrzniać. Więc nie powiem co te dwa tygodnie oznaczają.
Co ostatnio dało mi do myślenia? Hmm. Spotkanie, z Lamedem, Misiem i Chyzym. Siedziałem i głównie słuchałem. Lamed przetłumaczył książkę, którą reszta przeczytała. A ja nawet tytułu nie znam. Wstyd powiedzieć. Ale nadrobię zapewne. A tak to tylko posiedziałem trochę jak na tureckim kazaniu, choć rozmowa była interesująca.
Interesujące było słuchać też tego co mówili o sobie. Misiu jedzie gdzie jedzie, Chyzy przeżył co przeżył… hm. Tylko ja jakoś nie miałem co opowiadać. Najmłodszy z nich wszystkich, najmniej przeżyłem. A przynajmniej tak mi się wtedy zdawało, że nie ma o czym mówić.
Dopiero po powrocie do domu zdałem sobie sprawę, że ja z kolei mam jedną taką rzecz, której oni nie mają. I której im życzę jak najserdeczniej. Szczególnie Chyżemu ;-) Aha – rozumiem twoje postępowanie, ale go nie popieram. Po prostu wydaje mi się nie fair.
Dwa tygodnie. Czy ja się denerwuję? Nie. :-]
Robert pisze, że blog może działać oczyszczająco. Coś w tym jest. Kurde, ale ja mam słabość do takich wyrażeń ;-)
Z kolei Kefas pisze że nie ma co się silić na oryginalność. Silić się nie muszę. Bo blog jest oryginalny :-]
Zapowiada się kolejny dzień na marnowanie czasu. Ostatnio myślałem o tym, że jestem nierobem i że może by znaleźć jakąś pracę… Dziś rano budzi mnie matka i wchodzi z 10 zeta w ręku. Dla mnie. Zwrot z podatku PIT. Ech. Nawet podatki są przeciwko mnie. To te dwie notki dla SE. Prześladują mnie. Myślicie, że powinienem na wizytówce już pisać “dziennikarz” ? Nic, że obie zmieściły by się na odwrocie owej wizytówki.
Zastanawiałem się, ile to ja na razie na siebie zarabiałem. Hmm. Od dzieciństwa to tyle, co myłem samochody matce/ojcu/znajomym – chyba szło po 10 zeta. I wyprowadzanie jamników dla koleżanki matki. No i notki. Łącznie ze sto zeta. Niemal wszyscy znajomi ze szkoły gdzieś pracują. Niektórzy w Irlandii. Tylko ja się cholera obijam. I czuję jakiś dziwną niechęć do pracy fizycznej.
Może ta propozycja Magova mnie przełamie. Postaram się nie odkładać tego na później.
Za długa ta notka.




dzięki :):P
Nie ma za co :-P
Praca czyni wolnym Toperz :D
Wolnym od czego? :-] Ja już jestem wolny ;-)
Nie ma czegoś takiego, jak zbyt długa notka. Notki są albo takiej długości, jakiej być powinny, albo nie. Ta Twoja należy do kategorii pierwszej.
Uwaga formalna: Jeżeli piszesz o “propozycji Magova”, czytelnik powinien wiedzieć, na czym owa propozycja polega.
Uwaga materialna: Oczywiście, że powinieneś się pisać per “dziennikarz”. Jeżeli zostanę w tej popieprzonej branży, zrobię sobie wizytówkę z “Creative Director” – a co.
Niechęć do pracy fizycznej jest w pełni uzasadniona. Nie ma co się dołować tym, że się nie pracuje fizycznie – jak inni. Ale popracowanie jako takie, w innym charakterze, jest dobre. Zmienia ogląd rzeczywistości. Rozszerza horyzonty.
I takie tam.
Ja sam do końca jeszcze nie wiem na czym polega propozycja towarzysza Magova. Zobaczymy.
Dołować się nie dołuję. A praca chwilowo mnie odstręcza :-P Ale czasem po prostu głupio mi :-P
Mnie też. Zatem idę pracowac. ;d Tylko potem żal mi tej kasy? Też tak macie/mieliście? Kasa otrzymana zostaje rozbita w milisekundy, a zarobiona leeeeeżyyy i leeeeeży. ;d
Nie, mnie sprawia ogromną radość szastanie zarobionej TYMI RĘCAMI forsy. ;-)
Może to zależy od skali zarobków ;d
nienawiśc do pracy fizycznej rozumiem ;]