Archiwum dla lipiec, 2007

Ostatnio…

… mniej pisałem. Spodziewałem się tego – czas u mnie rozciąga się jak harmonia raz jest go baaardzo dużo, a po chwili brakuje go na cokolwiek. Cóż. Bywa.
Złożyłem ostatnie dokumenty, nic już się w sprawie studiów nie zmieni. Student politologii UW. Jest zajefajnie.

Teraz zresztą piszę, bo wyjeżdżam. Co prawda jutro rano, ale wyjeżdżam. Na 8 dni – następny poniedziałek będę. Wątpię żebym miał dostęp do kompa w tym czasie. Będę za to na komórce – jeśli ktoś nie ma, a czuje chęć napisania – +48507320382. Polecam. Wrażenia niesamowite.

Chce mi się w sumie krzyczeć z radości. Że jadę. Kurde, niby nic nie ma, żadnej namacalnej więzi (w sensie, że takiej miłości nijak dotknąć), a kurde… ta odległość strasznie przeszkadza. Że taka duża. Człowiekowi już nieco odwala, przynajmniej tak się zdaje. Budzę się rano i dziwię się że tak jak zawsze jestem sam w łóżku. No cóż. Bywa.

Tym bardziej, że bywa tylko do jutra, na mej twarzy widnieje promienny uśmiech od ucha od śledzia. E… Do ucha do śledzia. Czy jakoś tak. Jasny gwint. Jestem szczęśliwy, jakby mi to jeszcze tak z rok temu powiedział to bym się postukał w czółko. Hmm. Przed nowym rokiem też bym pewnie nie uwierzył. A jednak…

The Bigger Bang

… czyli a-a-a Stonsi dwa. Tzn. chwilowy powrót bloga w ssakobłonolatającym wydaniu, cokolwiek to miałoby znaczyć.

Byłem na Rolling Stones. Ojciec wydębił 3 darmowe wejściówki, więc genialnie. Banda dziadków pokazała na co ich stać. Keith Richards aż się zataczał (zapewne pijany szczęściem i emocjami, nie żebym go posądzał o jakieś używki, co to to nie). Ale blues wyszedł mu świetnie.  Jagger bardziej przybity do rzeczywistości, biegał, krzyczał, śpiewał, wszystkiego najlepszego tak przy okazji Mike. Ogólnie, było bosko. I muzycznie i klimatycznie, choć po mocnym wejściu chłopcy przystopowali, dopiero po krótkiej przerwie wyszło z nich szydło do worka.

Z informacji bieżących – dostałem się na tą politologię na UW, więc luuuuuzik :-] Od razu wiedziałem że nie ma co sie martwić.

Z informacji dalszych – w niedzielę wyjeżdżam, wreszcie. Cel – rzecz jasna piękne miasto Sucha Beskidzka, z jeszcze piękniejszą mieszkanką (co? to tam ktoś jeszcze mieszka?).

Na razie dość. Jeszcze się zastanowię co tu poskrobać.

Dalsze dzieje Nietoperza Puchatka…

… czyli Tao wg. Michała Radeckiego.

Informacje co do studiów – po wycieczce na UW i UKSW doszedłem do wniosku, że się zastanowię, czy nie wolę wieczorowych na UW niż dziennych na UKSW. Zobaczę jak wygląda kwestia przenosin z UKSW na UW w drugim roku. Na politologii na UW powiedzieli, że mam szanse i będą dzwonić, ale to może się przeciągnąć aż do sierpnia.

Kwestia dwóch tygodni zniknęła. Hmm. To dobrze, cieszę się z tego :-)

Co prawda pewna część mnie, tam w środku, pragnęła jakiegoś wyzwania, coś co dało by mi powód do mobilizacji (a musiałbym się mocno postarać), ale ogólnie, nie za taką cenę. Nie teraz, nie w takiej sytuacji. Może kiedyś ;-)

Co do tao – nie znam się na tym, tytuł był przypadkowy :-P

Wróciłem…

… więc zaczyna się rozpierducha. Mam ochotę na jakiś surrealistyczny odjazd. Hmmm.

a;lslnlsd;;lsd[sap[[r,olnmzm ksdldmdksdlkd lskljma plasjskslk lxlszkl,maks xlcfl szljh;azl opzklj udk  dsfsd ;kls; ksd[ ka;l ;lsd., k;kldl; ksjkikap[wqikedm ,.z[psado i n masp; o sfmco olsm ksikik ;lfnk askn ks; klm l;d lelo maslaqpqwirh irn n abv; k;lpd,l l;m,  lakdm   65 ;'asdlfm, 'as;df, ;lzdfmpwa[' .asd nk ods3754 oka so as aqfc as[df, pode napsf p mpoedjf pw poiwf fovmds a,p[ewof,[ e[po mo m om o om oas[' ;s 'a [aspkd pp ,[aws omo[]e [pp pe ,ffr[ [ap a’x,wslkasoo m ewoq omwo ow;a;zvvoposa[ p[oe odcm a[fkapa[psa[ dpasdla[spdapsd la[ spdoa[ps od[ o   n

To tyle. To graficzny zapis stukania w klawiaturę do muzyki Yann’a Tiersena, “Comptine d’un autre ete l’apres midi”. Ścieżka dźwiękowa Amelii.

Dobra, teraz jakieś poważniejsze sprawy. Na wyjeździe miałem sporo czasu na myślenie. To nie jest zbyt dobry pomysł  dla takiej osoby jak ja. Lepiej zmusić mnie do działania, żebym nie myślał za wiele, o takich rzeczach jak dwa tygodnie, studia i inne bzdury. Hmm. To dziwne, że choć wiem co jest w życiu najważniejsze, aby do tego dotrzeć muszę robić rzeczy a) nieważne b) nieprzyjemne c) złe i tak dalej. To mi się niezbyt podoba, ale cóż.

Trzeba złamać samego siebie, żeby dostosować się do społeczeństwa. W końcu kim byśmy bez niego byli? A kim ono by było bez nas?

To jest ten moment w którym chciałem napisać “Cholera, znowu metafizyka.” albo coś równie udręczonego. W ramach autosadyzmu i sadyzmu na czytelnikach nie napiszę tego, ale rozwinę temat swojego poglądu na społeczeństwo. Ogólnie, bez niego nie bylibyśmy sobą, tak więc rozważanie nad tym, czy byłoby lepiej bez niego, jest jak najbardziej bez sensu, bo bez niego nie mielibyśmy okazji myśle…

Shit. Co to leci z głośników? Szufla Winampa zawsze coś wygrzebie. Ech. Za jakie grzechy ktoś mi kazał wrzucać do muzyki tło muzyczne z Cossacks? Bosh, normalnie shok…  next. Nightwish. Już lepiej… wracamy do pisania…

…ć nad tym co jest dla nas lepsze. Pytanie, czy społeczeństwo jest tym samym społeczeństwem bez jakiejś jednostki… gdybym był pesymistą powiedziałbym że tak. A że nie zaliczam się do grupy idiotów na torach, czy też tych co się kłócą nad szklanką z wodą, powiem że niekoniecznie. Każde odejście jednostki nie wpływa w znaczący sposób na zmianę społeczeństwa, ale może wywołać “drgania” które w przyszłości zaowocują czymś wspaniałym. Lub strasznym. Lub nie zaowocują.

Soundtrack ze “Szczęk”. Hm, miło, lubię Williamsa.

Dobra, koniec bredzenia. Jutro może napiszę. Ssija!

O tym jak to w życiu bywa…

… czyli rekrutacji na studia wyniki.

Ogólnie, jest dupa, ale nie wielka. Średnia.

Na Historię (UW) – niezakwalifikowany. Na Europeistykę (UW) niezakwalifikowany. Na Politologię (UW) – lista rezerwowa. Historia i politologia na UKSW – listy rezerwowe.

Bywa. Co z tym dalej zrobić, zastanowię się. Nie wiem jak to będzie z dostawaniem się z listy rezerwowej, zobaczymy. Najprawdopodobniej, jeżeli się uda, to będzie albo politologia UW, albo historia UKSW. Jak nie, to pewnie wieczorowe UW i będę się przepisywał na dzienne na drugim roku. Zobaczymy.

A teraz zaraz wychodzę. Dostępny via telefon komórkowy. Dziękuję za uwagę i zainteresowanie ;-)

Co to ma być, do…

…cholery jasnej, że ktoś mi dyktuje o czym mam pisać? I to jeszcze Tyran i Despota. To godzi w mój socjalizm. A przynajmniej godziłoby, jakbym go miał. Ale godzi w moją lewackość. Errr… też brakuje na składzie. Ale do prawicy, nawet tej pojmowanej wg. jakichś innych niż najpopularniejsze definicje, też mi daleko. Homo apolitykus? Niekoniecznie, bo wiem co mi sie nie podoba, ale nie jestem pewien co by było lepsze. Co więcej, jak zaczynam przenosić się na wyższy pomost rozumowania i nie myślę jak, ale czy. Takie trochę praczetowskie myślenie, że pewne rzeczy dzieją się niezależnie od tego co robimy, a jeżeli będziemy je powstrzymywać, to będą dziać się dalej, tylko w inną stronę, dajmy na to. Czy jakoś tak. No i że trzeba świat wepchnąć w Wiek Niet… XXI. Choćby się kopał i opierał. Kiedyś chciałem być politykiem. Nadal trochę chcę, choć mam wątpliwości.

A co do tych cudnych uzależnień… Oczywiście temat wymyśliłem sam i rewolucyjnie go tu przedstawiam, żeby nie było, że się uginam pod ciężarem łańcuszka.

  • W tym uzależnieniu liter jest, o dziwo, pięć. Jest ono najcięższe i nieuleczalne, przynajmniej nie bez powodowania zgonu pacjenta. Co więcej, jest w stanie pozbawić mnie wszelkich innych uzależnień. Poza tym, że uzależnia, to ma na mnie niezwykle dobroczynny wpływ. Nie narzekam. K-A-S-I-A :-)
  • W tym liter jest więcej. Nie będę udawał, że komputer mnie nie uzależnił, bo spędzam przy nim masę czasu. Trochę się przez to opuściłem w czytaniu. Czytam mniej od czasu jak mam internet. Ale mam też więcej znajomych. Plus czy minus? Dyskusyjne.
  • Książki. W stanie zaniku, acz nadal czytam z prędkością supernowy (bez zbytniego samochwalstwa). Co prawda z jakością jest gorzej, ale cóż. Bywa.
  • Hmmm. Ludzie. Mam naturę indywidualisty i źle się zawsze czułem w towarzystwie. Ostatnio ten objaw się cofa, może przez to że moja v-postać była raczej rubaszno-towarzyska. Zbytnio się wczułem. I dobrze mi z tym.
  • Starczy? Starczy.

Hm. Trochę na wyrost te trzy ostatnie :-P

Co do innych spraw. Jeszcze 4 godziny. Do wyników. I nieco więcej do dwóch tygodni. Czy się denerwuję? Nie-e :-]

No i teraz mam problem jak notkę otagować. Trochę polityki, trochę prowizorki, trochę życia i trochę filozofii. Dam do wszystkich, to będę miał bogatą chmurkę tagów. A co!

Wstępne pomysły…

… na notki się wyczerpały. Więc teraz trza zacząć prowizorkę. Bardzo dobrze, często wychodzi mi lepiej niż standard. W słuchawkach wciąż Koledzy.

Kim był Antoni Radwan? Mimo poszukiwań w google nie znalazłem postaci tej trupiej ballady Maleńczuka. Może go wymyślono? Nie wiem. Ale mnie rusza.

Co dalej? Dalej to samo. Czekam na wyniki rekrutacji. Może mi się uda wejść na stronę IRK od razu po północy, ale wątpię. Może w nocy, nad ranem. Zobaczymy. Mam nadzieję na tą historię na UW :-]

Poza tym obijania ciąg dalszy. Ot pogram w jedną-dwie gry, wejdę na pocztę, odpisze, napiszę jakiś Akt do WRM i jakoś czas zlatuje. I pamiętam o dwóch tygodniach. Hmmm. Sprawa niby błaha (choć jak dla kogo, nie dla mnie ;-) ) a tyle myśli wywołuje. Ale się nie denerwuję :-P

Zastanawiałem się, czy nie napisać czegoś o religii. Ale co tu pisać? Ci wierzą, tamci nie wierzą, ci w kościół, tamci w boga, inni w kościół bez Boga, Boga bez kościoła, człowieka, naukę, a inni zatracają się w religii, gubią tam Boga, inni wchodzą w kościół i go tam znajdują, a ja… Dość. Nie potrzebujemy Religi na tym blogu! Pozdrawiam ministra.

“Bóg nam nie daruje. Bóg dokopie nam.”

W takim razie pomyślałem żeby napisać jakiś wiersz. O miłości, dajmy na to. Ale co tu pisać? Nie ma poezji o szczęśliwej miłości. Poezja jest wtedy kiedy coś nie wychodzi. Przynajmniej najczęściej. Bywa.

“Kobieto, proszę Cię. Bądź ze mną w noc i w dzień.

Przysięgam Ci, że nie ma nic, co może mieć większy sens.”

Łałałaj. Dzięki Ci Kasiu za tą sówkę ;-) Stoi koło ekranu i cudownie przyciąga wzrok i przywołuje wspomnienia. Głównie kulinarne – herbata i musaka :-) z pysznym beszamelem ;-P

Postanowiłem dać obrazki. Nie obrazicie się mam nadzieję?

Dodane później – poza tym zmieniłem wygląd. Ot, na wygodniejszy.

Muzyka duszy…

… czyli o muzyce, nie o Pratcheccie. Chociaż może też. Trochę?

Posiadam gust muzyczny. Jak większość mnie, odstaje on od innych gustów. W sumie, kiedyś sam nie wiedziałem czego słucham. Teraz patrzę na listę swoich odsłuchań to nadal myślę, że chyba coś nie tak. Pierwsze miejsce – Howard Shore (dla niezorientowanych – autor soundtracku do Władcy Pierścienia). Drugie – Jacek Kaczmarski. Czyli w normie. Dalej – Hans Zimmer (2 i 3 Piraci z Karaibów) i Klaus Badelt (1 Piraci z Karaibów). I klops. Bo dalej mamy Piotra Rubika.

Ostatnio jak mój kumpel to zobaczył, to aż go zatkało. Cóż. Wolę Piotra Rubika, od, dajmy na to, Paprika Korps czy Vavamuffin. Czy jak to się tam pisze.

Zauważyłem u siebie skłonność, a wręcz ciekawość “opowieści”. To dotyczy nie tylko piosenek, muzyki, ale też filmów i książek. Są piosenki, które melodią poruszają mnie i tworze własne historie do muzyki, nie słysząc słów. Pewnie byłbym zdziwiony, kiedy bym się dowiedział o czym tak naprawdę jest np. “When the sun goes down” Arctic Monkeys, czy “Dani California” Red Hot Chili Peppers. I są piosenki, gdzie wnikam w tekst i słowa, muzykę traktując jako miły dodatek, lub jej nie słysząc m.in. Rubik, acz nie tylko. I są piosenki które mnie nie ruszają. Bywa.

Dlatego też często oglądam filmy które są strasznie nudne/kijowe/zjechane/sztampowe itd. Bo nie patrzę na to, że schemat jest powtórzony po raz kolejny. Bo patrzę na historię jaka się toczy. Lubię też czytać książki fantasy. Nawet te gorsze. Oczywiście nie tylko – trudno nazwać gorszym Pratchetta. A czasami nie sięgam i nie czytam tego co inni dawno już przeczytali. Części znanych pisarzy nie znam w ogóle. Tak dla przykładu – Paulo Coelho.

Wracając do muzyki. Znajduję coś dla siebie w niemal każdym gatunku muzyki. Dla przykładu – niestrawny polski hip-hop też dał coś akceptowalnego – KoprucH. Dla mnie zjadliwe.

Bywa i tak, że słucham muzyki, nie słysząc. A bywa, że wczuwam się w jakiś rytm całą duszą i piosenki słucham na okrągło – ot, ostatnio, “Antoni Radwan” z płyty “Koledzy” Maleńczuka i Waglewskiego. Muzyka to cudowna sprawa i gdyby ktoś już jej nie wymyślił, to należałoby to zrobić za niego ;-)

P.S. Kefas dzięki za rady. Jak będę chciał lepszego bloga, to zmienię mu skórkę :-P

Czekajac na dwa tygodnie…

… czyli dlaczego nie należy się zbytnio uzewnętrzniać. Więc nie powiem co te dwa tygodnie oznaczają.

Co ostatnio dało mi do myślenia? Hmm. Spotkanie, z Lamedem, Misiem i Chyzym. Siedziałem i głównie słuchałem. Lamed przetłumaczył książkę, którą reszta przeczytała. A ja nawet tytułu nie znam. Wstyd powiedzieć. Ale nadrobię zapewne. A tak to tylko posiedziałem trochę jak na tureckim kazaniu, choć rozmowa była interesująca.

Interesujące było słuchać też tego co mówili o sobie. Misiu jedzie gdzie jedzie, Chyzy przeżył co przeżył… hm. Tylko ja jakoś nie miałem co opowiadać. Najmłodszy z nich wszystkich, najmniej przeżyłem. A przynajmniej tak mi się wtedy zdawało, że nie ma o czym mówić.

Dopiero po powrocie do domu zdałem sobie sprawę, że ja z kolei mam jedną taką rzecz, której oni nie mają. I której im życzę jak najserdeczniej. Szczególnie Chyżemu ;-) Aha – rozumiem twoje postępowanie, ale go nie popieram. Po prostu wydaje mi się nie fair.

Dwa tygodnie. Czy ja się denerwuję? Nie. :-]

Robert pisze, że blog może działać oczyszczająco. Coś w tym jest. Kurde, ale ja mam słabość do takich wyrażeń ;-)

Z kolei Kefas pisze że nie ma co się silić na oryginalność. Silić się nie muszę. Bo blog jest oryginalny :-]

Zapowiada się kolejny dzień na marnowanie czasu. Ostatnio myślałem o tym, że jestem nierobem i że może by znaleźć jakąś pracę… Dziś rano budzi mnie matka i wchodzi z 10 zeta w ręku. Dla mnie. Zwrot z podatku PIT. Ech. Nawet podatki są przeciwko mnie. To te dwie notki dla SE. Prześladują mnie. Myślicie, że powinienem na wizytówce już pisać “dziennikarz” ? Nic, że obie zmieściły by się na odwrocie owej wizytówki.

Zastanawiałem się, ile to ja na razie na siebie zarabiałem. Hmm. Od dzieciństwa to tyle, co myłem samochody matce/ojcu/znajomym – chyba szło po 10 zeta. I wyprowadzanie jamników dla koleżanki matki. No i notki. Łącznie ze sto zeta. Niemal wszyscy znajomi ze szkoły gdzieś pracują. Niektórzy w Irlandii. Tylko ja się cholera obijam. I czuję jakiś dziwną niechęć do pracy fizycznej.

Może ta propozycja Magova mnie przełamie. Postaram się nie odkładać tego na później.

Za długa ta notka.

Dobra, nie chce mi się czekać, raczej spać, a więc…

… coś napiszę.

Standard – dziś jak zwykle było tak samo. Siedzę w domu. Nie szukam rozrywki. Jestem odludkiem chyba…

Kilka pomysłów po co blog. Ot żeby się bawić z samym sobą. Często rozmawiam sam ze sobą, i nie nie jesteśmy wariatami. Przynajmniej jeden z nas nie jest. Znaczy się Ja.

Mogę Morvan promować, ale w sumie po co. I tak jest to państwo idealne dla mojej rodziny.

Dobra. Teraz pomysły na zrobienie tego bloga innym niż szywstkie. Czy jakoś tak. Znaczy sztuczna oryginalność – może będę do każdej notki zmieniał obrazek na górze? To jest myśl. Tam można wmalować swoją osobowość. Która wbrew pozorom  nie jest tak skomplikowana jak próbują nam wmówić.

Czy zawsze jak o czymś piszę to muszę popadać w metafizykę? :-] Tu byłem. Radecki.

Następna strona »


Staty

  • 5,368 wejść

 

lipiec 2007
P W Ś C P S N
    sie »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Last FM

Ile warty jest ten blog?


My blog is worth $2,822.70.
How much is your blog worth?

MyPersonality

Click to view my Personality Profile page